czwartek, 27 grudnia 2007

To mial byc mily dzien. Poswiateczne lenistwo. Moze wyjscie do kina. Nawet bylam wstepnie umowiona z Gosia.

Draka przyszla niespodziewanie. Ogladalam wlasnie zdjecia suff'a na flickerze, kiedy wpadla matka i zaczela sie wydzierac. Epitety sobie pomine, chodzilo jej z grubsza oto ze wywali mnie z domu jak nie zdam matury, ze nikt mnie nie zatrudni bo mam gruba dupe i ze skoncze wiezieniu albo sie sprzedajac. Standard.

W naplywie zalu[?] zaczelam sprzatac. Zawsze to robie jak sie denerwuje chocby bylo idealnie. Nie znosze porzadku, uwazam ze jak wszystko jest na podlodze to jest to latwiej znalezc. Ale odkrylam plusy sprzatania.

Jak wszystko bedzie ladnie poukladane, w razie draki latwiej jest wszystko wrzuci do torby i wyjsc z domu. Mam nawet liste rzeczy ktore musialabym miec. Uzupelniam ja systematycznie na fakultetach z fizyki od wrzesnia.

Uzupelniam ta liste, skreslam w terminarzu dni wyjazdu na studia. Nie moge sie doczekac az bede Warszawie/Krakowie z daleka od domu i od niej. Chora sytuacja. Do tego doprowadza kochajaca matka.

 

PS. Mysz znow potelepal prad, myslalam tym razem ze to juz koniec. Kocham ja ale nie wiem co z nia zrobie jak bede musiala wyjechac. Nie chcialby ktos koszatniczki?